Native speaker czy Native ściema?
Zarabiają od 20 do 120 zł za 60 minut swojego czasu. Często tylko za to, że są i że mówią w swoim ojczystym języku. Ale czy potrafią go nauczyć?
Nie da się sprawdzić, kto jest, a kto nie jest native speakerem. Między innymi dlatego, że nie wymyślono jeszcze “standardu”, który mógłby definiować ostatecznie, kim jest taka osoba. Potocznie uważa się, że native speakerem jest osoba, która urodziła się i wychowała w środowisku danego języka. Większość Polaków i Polek jest więc native speakerami języka polskiego. Czy jednak każdy, kto potrafi mówić po polsku, potrafi uczyć języka polskiego obcokrajowców?
Magiczna formułka “native speaker” działa bowiem jak lep na osoby chcące nauczyć się języka obcego. W serwisach z ogłoszeniami korepetycyjnymi roi się od tych, w których reklamują się native speakerzy.
Angielski, głupcze
Alice Neal jest rodowitą Brytyjką, dumną ze swojego pochodzenia. Ma 24 lata i przez większość życia mieszkała na Wyspach. Tam się urodziła i skończyła studia na Uniwersytecie w Sussex. Do Polski przyjechała na tyle niedawno, że wciąż nie opanowała naszego języka. – Mój polski jest naprawdę zły – stara się powiedzieć poprawnie. Mimo wszystko, a może właśnie przede wszystkim dlatego, jest nauczycielką języka angielskiego. Rok temu miała ponad 60 uczniów, którym dawała lekcje swojego języka ojczystego. Tak duże zainteresowanie wynika przede wszystkim z tego, że choć Alice nie ma przygotowania metodycznego jak nauczyciele zawodowi, to oferuje uczniom kontakt z codziennym językiem angielskim – ma to przede wszystkim znaczenie na wyższych stopniach edukacji językowej. – Na początku nauka z native speakerem nie jest taka ważna – wyjaśnia Alice. Jedna godzina lekcji z nią kosztuje 60 złotych. Alice podkreśla , że to “typowo warszawskie ceny” oraz że prywatne firmy są w stanie płacić jeszcze więcej, zwłaszcza doświadczonym nauczycielom.
Czy warto korzystać z zajęć z native speakerem? Część z nich, jak twierdzi Alice, oszukuje ludzi, są leniwi i nic im się nie chce. Wszystko uchodzi im na sucho, bo mają magiczną etykietkę “native speaker”. Podobnie twierdzi Marta Kozak, metody nauczania języka niemieckiego w szkole językowej Lingiwsta: Chodzenie na lekcje z native speakerem na początku nauki nie ma sensu, bo może okazać się, że nie do końca lub źle zostanie coś wyjaśnione i taka konstrukcja zostanie w naszej głowie. Dlatego na początku lepiej mieć tradycyjne lekcje.
Rok starszy Michał (nie chce podać prawdziwego imienia) profesjonalnym uczeniem zajmuje się od dawna. Jego klientami są przede wszystkim duże firmy i korporacje szkolące swoich pracowników. Część jego pracy ma charakter poufny, bo nie każdy szef dużego koncernu chce, by jego podwładni wiedzieli, że nie zna języka angielskiego… Choć Michał urodził się w Polsce, przez dużą część życia mieszkał poza naszym krajem. Podstawówkę kończył już w USA, a high school w Australii. Na studia wrócił do Akademii Sztuk Pięknych w Polsce – przede wszystkim ze względu na rodzinę. Formalnie jest więc osobą dwujęzyczną. – W ubiegłym roku miałem zajęcia z trzydziestoma osobami – zdradza. – Dla mnie praca nauczyciela języka angielskiego i grafika to podstawowe źródła utrzymania. Za jedną godzinę Michał dostaje od 60 do 120 złotych, choć czasem zdarza się, że więcej. Wszystko zależy od klienta i od tego, jak intensywny ma być kurs. Podkreśla przy tym, że nauka z native speakerami ma sens od poziomu “wyższy średnio zaawansowany”, a wcześniej po prostu szkoda na to pieniędzy.
Lubię po francusku
Część native speakerów trafia do Polski dzięki swojej rodzinie. Tak było na przykład z 26-letnią Yolandą Bordoni. Choć urodziła się w Genewie i mieszkała tam przez pierwsze lata swojego życia, dziś jest szczęśliwą warszawianką. Języka francuskiego uczy Polaków od trzech lat. – W tej chwili mam jednego ucznia, do tego jest to znajomy, więc biorę od niego tylko 20 złotych za lekcję – mówi. To rzeczywiście nieduża kwota, bo standardowo za godzinę zajęć liczy sobie od 35 do 40 złotych. Jak sama twierdzi, “to dość dużo, ale to konieczne”. Z zainteresowaniem jest bardzo różnie. Yola, gdyby miała możliwość, z chęcią przyjęłaby kolejnych uczniów, bo póki co ma na to czas. Nie dziwi też to, że poleca taki sposób nauki języka. – Tylko native speaker ma prawdziwy akcent i swobodnie posługuje się danym językiem – twierdzi. – Ale prawda jest taka, że czasem zapominam reguły gramatyczne, których uczyłam się w szkole dawno temu, a które dzisiaj są dla mnie oczywiste i przychodzą bezrefleksyjnie. Korepetycje, których udziela, są dla niej tylko dodatkowym źródłem dochodu. – Dlatego najkorzystniejsze są zajęcia w tandemach dwujęzycznych – podpowiada Marta Kozak. – Wtedy z jednej strony mamy kontakt z osobą świetnie znającą język, którego się uczymy, a z drugiej, jest osoba znająca polską gramatykę, polskie wyjątki i potrafiąca przełożyć obcojęzyczne zasady w odniesieniu do tych, które znają uczniowie.
Zza Buga
Z Krasnojarska we wschodniej Syberii przybyła do Polski Anna Naydenko. Po ukończeniu szkoły średniej skończyła filologię rosyjską z wyróżnieniem na miejscowym uniwersytecie. Do Polski trafiła w 2006 roku dzięki programowi organizowanemu przez Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. – Zorganizowano wówczas konkurs w ambasadzie polskiej w Moskwie i postanowiłam spróbować swoich sił – wspomina. – W ten sposób dostałam stypendium rządu polskiego i mogłam przyjechać do waszej stolicy. Od razu po przyjeździe przeszła miesięczny intensywny kurs nauki języka polskiego i dostała się na Wydział Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. W międzyczasie przeszła proces nostryfikacji swojego dyplomu zdobytego jeszcze w Rosji. Bez większych problemów Anna dostała się również na kulturoznawstwo w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie, gdzie został jej do zaliczenia jeszcze jeden rok studiów uzupełniających magisterskich.
Od roku Ania pracuje także jako nauczyciel rosyjskiego w jednej ze szkół językowych w Warszawie. – Prowadziłam grupę do 15 lat i dwóch indywidualnych uczniów – opowiada. – Poza szkołą dodatkowo uczyłam cztery osoby. Zresztą swoje pierwsze korepetycje dawałam jeszcze podczas studiów w Krakowie. Ania twierdzi, że nie ma problemów ze znalezieniem chętnych do nauki. Prawdopodobnie bierze się to z jej dużego doświadczenia i odpowiedniego wykształcenia kierunkowego. Jej zdaniem lekcje z native speakerem są o tyle dobre, że uczeń ma pewność uczenia się języka “żywego”, a dodatkowo wzbogaconego o pewne tło kulturowe, które jest naturalne dla takiego lektora. Zwraca też uwagę na to, że osobie uczącej swojego języka nigdy nie zabraknie słówek. Jedna lekcja u Ani kosztuje 40-45 złotych, choć zastanawia się nad podniesieniem jej stawki do 50 złotych. – Jestem przecież profesjonalnym nauczycielem – mówi. – A ceny w Warszawie rosną bardzo szybko. Podkreśla też, że nauka z native speakerem nie wiąże się właściwie z żadnymi minusami.
Warto?
Native speaker dr Markus Eberharter wykładający w Instytucie Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego. z pochodzenia jest Austriakiem, urodził się w Tyrolu, studiował literaturę porównawczą i germanistykę. Jednakże już podczas studiów magisterskich na Uniwersytecie w Innsbrucku oraz doktoranckich na Viadrinie we Frankfurcie nad Odrą zainteresował się Polską. Jego rozprawa doktorska dotyczyła poezji Tytusa Czyżewskiego i polskiej awangardy międzywojennej. – Do Polski przeniosłem się z powodu mojej żony – wyjaśnia. – Ona jest Polką, więc postanowiliśmy zamieszkać tutaj. Zaraz po przyjeździe zajął się tłumaczeniami i korektą tekstów niemieckojęzycznych. Obecnie w pracy naukowej zajmuje się przekładem przede wszystkim literackim oraz kontaktami między Polską a krajami niemieckiego obszaru językowego. Na UW prowadzi zajęcia z literatury austriackiej i niemieckiej.
Pytany o to, czy warto chodzić na zajęcia z native speakerami… unika jednoznacznej odpowiedzi. – To jest pytanie, na które trudno odpowiedzieć – twierdzi. – Tak naprawdę wszystko zależy od konkretnej osoby i jej talentu czy możliwości. Każdy lektor ma plusy i minusy – i nie wynikają one z tego, że jest osobą, której językiem ojczystym nie jest polski… Co nie zmienia faktu, że taki kontakt zawsze jest szansą na skosztowanie innej kultury na miejscu – bez konieczności wyjeżdżania poza granice Polski.
***
Termin “native speaker” pochodzi z języka angielskiego i oznacza “użytkownika ojczystego języka”. Każdą osobę, która wychowała się w sferze oddziaływania danego języka i jednocześnie jest on dla niej językiem pierwotnym (ojczystym), można nazwać native speakerem tego języka.
Źródło: Nauka.pl
luty 20th, 2009 - Posted in Ciekawe artykuły | | Komentarze są wyłączone

